Skip to content Skip to main navigation Skip to footer

ODEBRANE DOMY – 75. ROCZNICA WYSIEDLENIA OSIECZAN

Mija 75 lat od kiedy okupacyjne władze niemieckie dokonały wysiedlenia części mieszkańców Osieka z ich gospodarstw. Jak napisał w „Kronice opisu Osieka” Jan Niemiec, 176 rodzin zostało pozbawionych swoich domów. 66 rodzin zostało przesiedlonych do innych miejsc na terenie Osieka, a 110 rodzin zostało wysiedlonych do Grojca i jego przysiółka Łazów, oraz do Bielan.

W czasie okupacji Niemcy umieścili też swoich urzędników na plebanii, w organistówce i w domu parafialnym. Gospodarstwa zostały obsadzone przez rodziny niemieckie pochodzące między innymi z Bukowiny. Jak zanotował kronikarz osadnicy zwani „Baorami” zajęli 115 domów, urzędnicy przejęli 14 budynków, a rozebrano domów 30 oraz 41 stodół. Spośród przybyszy jeden „Baor”, nieznanego nazwiska nie zgodził się przejąć gospodarstwa należącego do Józefa Płonki nr domu 259. Niemiec ten miał oświadczyć, że nie chce czyjegoś gospodarstwa i w konsekwencji miał za to zostać wziętym do wojska, a żona miała trafić do obozu.

Niemcy opuścili Osiek 19 stycznia 1945 roku. Poniżej przytaczamy fragment „Kroniki opisu Osieka”, oraz relację wysiedlonego.

W jesieni 1940 rozpoczęli wysiedlenie ludności. Najpierw powiat żywiecki, w zimie wadowicki a ku wiośnie bialski. Witkowice wysiedlono w Wielki Tydzień 8 i 9 kwietnia 1941 a Osiek 27, 28 i 29 maja 1941. Wysiedlonych z Osieka wywieziono do Bielan do Grojca i Łazów (…).

Kronika s.47
Fragment Kroniki opisu Osieka, opracowanej przez Jana Niemca, s.47

Odebrane budynki gospodarstwa obsadzali baorami sprowadzonymi też z Bukowiny i nadali im duże gospodarstwa a ci co zostali nie wysiedleni a grunta im zostały zabrane, młodzież została przez Urząd Pracy wywieziona do Niemiec, a starsi musieli pracować u baorów za niskim wynagrodzeniem bez jedzenia bo życie było na kartki. Pozostałym niewolnikom nie wolno było chować prosiąt ani kur bo wszystkie im odebrano. Wyjątkowo niektórzy baorzy pozwalali chować najwięcej dwie kury. Było dużo takich co się znęcali nad robotnikami, a najgorsi w tym ewangelicy, co się trafiali katolicy, a było ich mało, to jeszcze po ludzku traktowali robotników i w skrytości jedzenie podawali. Władze wykonywał burmistrz german wielki hakata do pomocy miał urzędników także germanów, albo folkdeitszerów i miał pod sobą wsie Osiek, Polanka, Grojec, Łazy, Łęki, Bielany, Malec i Witkowice. Dom Gminny (dawna szkoła) przebudowali, podnieśli na piętro, dokończyli budowli rozpoczętej domu na mleczarnie dom parafialny i urządzili w nim Gasthaus – wyszynk, odrestaurowali dom posterunkowy, ale wszystkie robocizny jeszcze przed wysiedleniem prócz murarzy i cieśli ludzi z Osieka i podanych wsi musiała wykonać bezpłatnie. Policja także była niemiecka pod nr 144. (…)

Jeżeliby coś który z niewolników nie wykonał po woli baorów, albo spóźniał się do roboty to donosili na policję, albo do burmistrza, a ten bił po twarzy i kopniaki dawał bez żadnej wymówki tak, że to była prawdziwa niewola biednej ludności polskiej i to tak trwała ta ich działalność brutalna do 19 stycznia 1945 roku. W tym dniu wszyscy baoerzy wyjechali w panice z Osieka, a za nimi i burmistrz z urzędnikami i policja.”*

Kronika opisu Osieka, październik 1947, opracowana przez Jana Niemca urodzonego 4 czerwca 1862 roku pisarza gminnego w Osieku, Grojcu i w Łazach, a także pracownika Kółka Rolniczego i Kasy Stefczyka

*zachowano oryginalną pisownię

Wspomnienie Władysława Klęczara:

Urodziłem się w Osieku, pod Czarnym Lasem, 25 maja 1929 roku. Moja mama zaniosła mnie do dziadka Jana Na Końcu, aby pokazać kolejnego wnuka. Wtedy dziadek Jan po oględzinach powiedział, że to będzie duży chłop. Dziadek zmarł jesienią tegoż roku. Przed wojną 1939 r. pamiętam, byłem u pierwszej komunii świętej. Rodzice należeli do zamożniejszych gospodarzy. Kupili mi nowe ubranko, a to starsze pożyczyłem koledze Staszkowi od Pietrka, bo jego rodziców nie było stać na nowe ubranko. Oczywiście był obiad świąteczny, mama zabiła kurę, nagotowała rosołu ze swojskim makaronem i było też drugie danie. Na tę uroczystość przybył mój chrzestny należący do bogatych stryjek Kazimierz Klęczar i dostałem od niego paczkę cukierków landrynek, inni nie dostali nic, a jeszcze po południu musieli paść krowy. Ja miałem uroczysty cały dzień, bo dostałem prezent i nie musiałem paść krów.

Później wybuchła wojna i zaczęła się okupacja. Niemcy niszczyli ludzi światłych, uczonych, gdyż ci mogli zorganizować akcję przeciw okupantowi. Aresztowali i wywozili do lagrów księży, nauczycieli itp. W późniejszym czasie germanizowali urzędy, posterunki policyjne. Pod koniec 1940 początek 1941 roku zaczęło się wysiedlanie z gospodarstw większych, z lepszymi zabudowaniami. Ponieważ nasze gospodarstwo do takich należało, to przygotowaliśmy się do wysiedlenia. Niektóre rzeczy w miarę możliwości się chowało lub wywoziło się do innych sąsiednich miejscowości. Mieliśmy między innymi nowy wóz przywieziony wprost od kowala Cieciaka i ten wóz ukryliśmy w ten sposób, że wykopaliśmy na ornym polu dół tak głęboki, że cały rozebrany się zmieścił tak głęboko, żeby podczas orki nie zahaczyć pługiem, czy innym narzędziem. Po wyzwoleniu w 1945 roku wykopaliśmy ten wóz, który był cały i zdrowy, tylko kolor był ciemny. Była to wielka radość całej rodziny.

Wracając jeszcze do 1941 to wiosną tego roku rano przyjechała furmanka policjant dwóch ludzi do pomocy przy załadunku. Prawie w ciągu piętnastu minut musieliśmy zabrać trochę rzeczy, wszystkiego nie wolno było zabrać. Oczywiście cały majątek razem z inwentarzem musieliśmy zostawić, a nas wywieźli do sąsiedniej wsi Bielany do gospodarstwa Gabrysiów. Do tego gospodarstwa przywieźli też niedaleką sąsiadkę Rozalię Kacorzyk z synem Edwardem bo mąż Franciszek był w niewoli. Gabrysiowie mieli trzech synów. W całym domu były trzy pokoje i jedna kuchnia bez łazienki, toaleta na podwórku, tak wtedy było. Każda rodzina miała jeden pokój i wspólną na trzy rodziny i 11 osób kuchnię. Warunki były bardzo złe, rodzice szukali i znaleźli inne, lepsze miejsce w Grojcu Łazach. Po drodze do Łazów zamieszkaliśmy w Głębowicach u rodziny brata taty Kazimierza Klęczara, który też był wysiedlony najpierw do Grojca a później u znajomych w Głębowicach. Tam mam takie miłe wspomnienia jak z kuzynką Gienią paśliśmy krowy: Gienia swoją, ja też swoją. Podczas pasienia tych krów doiliśmy je na liść kapusty i spijaliśmy to mleko.

Wracając do pobytu w Łazach to jako 12-13 letni chłopiec musiałem iść do pracy, najpierw w ogrodnictwie, a później w pracach polowych pracowałem po dwanaście godzin aż do wyzwolenia”.

Władysław Klęczar, Fragment wystąpienia na spotkaniu rodziny Klęczarów w Osieku, w roku 2012.

(Opracował: Andrzej Kacorzyk)