Osiek – mon amour

Mroźny dzień styczniowy w 1945 roku… jesteśmy wolni !
Ale ta wolność trwała zaledwie kilkanaście godzin, bo nazajutrz wkracza armia radziecka…
Wraz z nią pojawia się polska ” władza ludowa „, która wyrzuca nas ze Słupi, a więc moja rodzina osiada w Krakowie, bo powrót do rodzinnego domu w Osieku też został zablokowany.
W ten sposób wyrok okupanta hitlerowskiego , który moją rodzinę wyrugował z Osieka , został zatwierdzony przez władze PRL ! CZY NA ZAWSZE?”

Odpowiedź nie nastąpiła prędko. Słowo „na zawsze” towarzyszyło ojcu przez wiele lat, nie dając spokoju i wbijając się coraz boleśniej, niczym tępa drzazga wraz z upływającym czasem i zmieniającą się sceną polityczną. Lata mijały a oczekiwanie na zmiany i powrót starego porządku stały się nieodzowną towarzyszką życia.

Powojenne lata, to gorzki rozdział dla pokolenia mojego ojca. Przepleciony niepokojem, przesłuchaniami i aresztowaniami przez UB oraz chwilową „tułaczką w pewnym rodzaju bezdomności.”

Dla Taty, Osiek był żywy w sercu i głowie a równocześnie tak daleki… Życie musiało nabrać normalnego biegu. Mieszkając w Krakowie u stóp Wawelu, stał się studentem Wydziału Filozoficznego UJ, Wydziału Dziennikarstwa i Muzykologii UW a w latach 1961/64 studiował na paryskiej Sorbonie i współpracował z Radiem Wolna Europa.

Po ukończeniu Wydziału Dziennikarstwa w 1950 roku ojciec został skierowany do pracy w „Dzienniku Polskim” w Krakowie, jako redaktor do Działu Kulturalnego. Pewnego dnia został wezwany na „czerwony dywanik” przez redaktora naczelnego, który trzymał w ręce corpus delicti, w postaci ostatniego numeru Tygodnika Powszechnego, w którym był zamieszczony nekrolog mojego dziadka, Mariana Rudzińskiego. Na widok ojca zawołał: „Dlaczego nas okłamaliście?! Podajecie w życiorysie „inteligencja pracująca” a wasz ojciec był burżujem! Znanym ziemianinem z okolic Bielska!” …i tak burzliwie skończył się romans z „Dziennikiem Polskim”.

Ziemiańskie pochodzenie w dalszym ciągu nie sprzyjało i nie ułatwiało w odnalezieniu się w powojennych, stalinowskich czasach. Mając trzy dyplomy i 28 lat , tato znalazł się z przyczyn politycznych na tzw. „bruku”.

Nie trwało to długo. Po przesłuchaniach i egzaminach w Warszawie, dostał pracę w Państwowej Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie. W ten sposób zaczęła się 45- letnia przygoda z muzyką i filharmonią; „…dzięki niej uciekłem jak najdalej od polityki i schowałem się w ramionach Euterpe… Nigdy tego nie żałowałem!” – tak napisał po latach. Był autorem radiowych słuchowisk, tłumaczem sztuk teatralnych oraz czynnym publicystą. Wygłosił szereg odczytów o muzyce polskiej w Belgii, Holandii, Francji i Niemczech. Z dużą pasją wykonywał swoją pracę, ponieważ muzyka i literatura były bardzo bliskie jego sercu.

Wczesną wiosną 1963 roku na dłuższy czas pożegnał się z Polską Ludową. Zamieszkał w Paryżu i podjął współpracę z polskim oddziałem francuskiego Radia „France Interne”, pisząc teksty, wspomnienia o Polsce i recenzje z paryskich sztuk teatralnych. Po krótkim czasie otrzymał zaproszenie do gmachu redakcji Wolnej Europy na spotkanie z redaktorem naczelnym, Janem Nowakiem- Jeziorańskim, który znając migawki i recenzje pisane przez tatę, zaproponował stały etat w dziale kulturalnym. Żegnając się, ojciec wspomniał o pobycie Witosa podczas okupacji w jego rodzinnym domu w Słupi. Na wiadomość o tym redaktor naczelny wykrzyknął: „Co za przypadek! Miałem z Witosem odlecieć do Anglii pod koniec 1944 roku. Nie wiedziałem, że znał dom w Słupi! I nie wiedziałem, że wyjeżdżał pod moim obecnym pseudonimem „Nowak”.

W ten sposób mój tato na pewien czas stał się emigrantem. Miał wiele interesujących paryskich epizodów zawodowych, o których po kilkudziesięciu latach napisał w swoich wspomnieniach, które niebawem zostaną wydane. Szara komunistyczna rzeczywistość pozostała daleko, zamieniając się w barwne historie, kreślone piórem m. in. podczas spotkań z ciekawymi postaciami , takimi jak Artur Rubinstein czy Coco Chanel.

Jednakże przeszłość zostawiona w Polsce podążała za ojcem, jak jego wierny cień. Nad brzegiem Sekwany i w objęciach paryskich uliczek , nie dane mu było pozostać na dłużej. Alarmujący telegram od sióstr z Krakowa przeciął pobyt w Paryżu: „urząd kwaterunkowy zajął twoje mieszkanie. Wracaj natychmiast”.

„Komuna to siła wyższa ! Proszę jechać i możliwie szybko do nas wracać”. W tych dwóch zdaniach Nowak- Jeziorański szybko rozwiał dylemat ojca.

Kraków przywitał Macieja tzw. „normą 6 metrów kwadratowych” dokwaterowując kolejnych lokatorów. W ten sposób po raz drugi w swoim krótkim życiu, cudowna władza ludowa, pozbawiła go własności! Wolność nie nastała, nad którą zastanawiał się w ten mroźny styczniowy dzień w 1945 roku. Życie w Krakowie toczyło się dalej a literatura i muzyka były cudowną ucieczką od plugawej peerelowskiej rzeczywistości.

Nastał rok 1990. Po latach milczenia i szkalowania, tematyka ziemiańska ożyła. Ojciec był współtwórcą Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Przez osiemnaście lat był Prezesem krakowskiego oddziału oraz przewodniczącym Rady Naczelnej PTZ. Obrona polskich rodzin wywłaszczonych przez komunizm i na próżno czekających na zwrot zagrabionej własności, była tematem jego artykułów, wywiadów oraz książki „Dziedzictwo- ziemianie polscy”.

Był członkiem społecznej komisji konstytucyjnej. W Społecznym Projekcie Konstytucji współredagował zapisy dotyczące ustawy reprywatyzacyjnej. W rezultacie działań w 2001 roku Sejm uchwalił pierwszą i zarazem ostatnią (za życia taty) ustawę reprywatyzacyjną, którą zawetował ówczesny Prezydent Kwaśniewski. Ojciec przyczynił się do powstania Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Rewindykacyjnych. Uzyskał poparcie w sprawie restytucji zagarniętego mienia ze strony Parlamentu Europejskiego oraz Papieża Jana Pawła II i Episkopatu Polski.

Został odznaczony Złotą Odznaką za pracę społeczną dla miasta Krakowa i dla Ziemi Krakowskiej, Odznaką Zasłużonego Działacza Kultury a w 2010 roku uhonorowany Krzyżem Kawalerskim orderu Polonia Restituta za wkład w przywracanie pamięci historycznej.

Był zapalonym myśliwym, członkiem krakowskiego koła łowieckiego i honorowym członkiem Koła „ Orzeł” w Osieku. Był dwukrotnym mistrzem Polski w strzelectwie sportowym do rzutków.

Olbrzymią część swojego życia poświęcił na walkę o odzyskanie zagarniętych majątków. Niestety nie doczekał się sprawiedliwości w wymiarze ogólnopolskim. W 2001 po wielu staraniach i kilkunastu latach walki uzyskał od Wojewody Małopolskiego decyzję nakazującą zwrot pałacu z parkiem w Osieku. Niestety ANR odwołała się od decyzji wojewody i dopiero w 2007 roku decyzją Ministra Rolnictwa dom powrócił w ręce naszej rodziny. Niestety stan jego był opłakany. Budynek został w środku podzielony, parkiety zdarte, mury zawilgocone. Jednakże ojciec wcześniej, niż w 2007 roku, powrócił do Osieka, wynajmując od Agencji Rolnej Skarbu Państwa, kawałek po kawałku utracony dom rodzinny.

Dzięki memu ojcu, ja i mój syn Oskar, mogliśmy przebywać w Osieku, zbliżyć się do jego historii i zakochać się w tych miejscach, które tak mocno kochał tato. Dane nam było poznać wielu cudownych ludzi z Osieka, którzy okazali ojcu głęboką przyjaźń i sympatię. Przypuszczalnie przez wiele lat towarzyszyły mu słowa wspaniałego malarza i przyjaciela rodziny, Juliana Fałata: „Myślą jestem w mym ukochanym Osieku…”

Osiek stał się końcowym przystankiem w życiu mego ojca. Czerpał z tego ogromną radość, pisząc we wspomnieniach: „…tej pochylonej fałatowskiej brzozy w czasach mego dzieciństwa już w Osieku nie było, choć przetrwała na obrazie w sypialni mego ojca…takie same były zachody słońca nad stawem Bonarem, gdy się szło wieczorami na ciąg kaczek, taki sam był przepych jesiennych liści wokół starego kościółka , kiedy odwiedzaliśmy w nim rodzinny grobowiec…”

W ten sposób historia zatoczyła swoje koło i dzisiaj ja z moim synem Oskarem odwiedzamy osiecki kościółek , w którym pozostał tym razem już na zawsze mój ojciec.

Maria Rudzińska